Wilno to dopiero początek

Uniaeuropejska.org - portal o Europie i Unii Europejskiej » Publicystyka » Komentarze
Daniel Szeligowski, 18-06-13

Postrzeganie wschodniego wektora polityki zagranicznej UE nieodłącznie wiąże się z polityką bezpieczeństwa. Przypadek Julii Tymoszenko stanowi jednak potwierdzenie, że unijne elity wciąż nie wyciągnęły wniosków z wydarzeń, jakie miały miejsce w krajach Afryki Północnej. Szczyt w Wilnie nie będzie ani przełomem, ani zwieńczeniem dotychczasowej współpracy pomiędzy krajami Partnerstwa Wschodniego i Unią Europejską.

 

Nie było zresztą absolutnie żadnych podstaw, aby kiedykolwiek prezentować takie stanowisko. III Szczyt Partnerstwa Wschodniego, zaplanowany na listopad bieżącego roku, zwykło się postrzegać głównie w kontekście Ukrainy. I trudno się temu dziwić. Ukraina to w końcu największy kraj objęty tą unijną inicjatywą. Ponad połowa wypracowanego przez region PKB przypada na gospodarkę Ukrainy, a spośród wszystkich państw Partnerstwa Wschodniego 60proc. mieszkańców to obywatele właśnie tego kraju. Strategiczne położenie Ukrainy, o którym wspominał swego czasu Zbigniew Brzeziński, nie tylko predysponuje Kijów do odgrywania kluczowej roli w ramach unijnej polityki sąsiedztwa. Ukraina jest jedynym krajem, który może wziąć na swoje barki prymat lidera na obszarze wschodnich rubieży Unii Europejskiej. To od relacji z Ukrainą zależy przyszłość unijnej polityki wschodniej w kształcie, jaki ma ona dzisiaj. I to od sytuacji w Kijowie zależy w przeważającej mierze również, czy szczyt w Wilnie okaże się sukcesem, czy też porażką.

Ze względu na sprawę byłej premier Ukrainy, Julii Tymoszenko, szansa na podpisanie Umowy Stowarzyszeniowej pomiędzy Ukrainą a Unią Europejską podczas listopadowego szczytu Partnerstwa Wschodniego wciąż pozostaje jednak pod znakiem zapytania. Unijni przywódcy oskarżają Ukrainę o selektywne stosowanie wymiaru sprawiedliwości w celu eliminacji przeciwników politycznych. Komisja Europejska domaga się z kolei zmiany prawa wyborczego oraz realnych postępów we wdrażaniu reform sektorowych. Sama Tymoszenko jeszcze do niedawna opowiadała się za wstrzymaniem rozmów w sprawie Umowy Stowarzyszeniowej, uważając ją za „prezent” dla prezydenta Wiktora Janukowycza. Osoba byłej premier rodzi jednak w łonie państw członkowskich UE coraz większe podziały. Z jednej strony Tymoszenko liczyć może na wsparcie Niemiec. Z drugiej strony systematycznie poszerza się grono państw, dla których jej wyrok nie stoi już na przeszkodzie do podpisania stosownych porozumień. Polskie starania w tym zakresie wspierane są zwłaszcza przez sprawującą obecnie prezydencję w Radzie Unii Europejskiej Litwę, która podczas listopadowego szczytu wystąpi w roli gospodarza.

Na niespełna pół roku przed trzecim spotkaniem szefów państw i rządów Unii Europejskiej z przywódcami krajów objętych inicjatywą Partnerstwa Wschodniego niewiadomych pozostaje znacznie więcej. Nowy rząd Mołdawii zdołał doprowadzić do zakończenia rozmów w sprawie Pogłębionej i Kompleksowej Strefy Wolnego Handlu, niemniej jednak perspektywa podpisania Umowy Stowarzyszeniowej już w listopadzie wydaje się być nieosiągalna. Kiszyniów może liczyć co najwyżej na jej parafowanie, mimo, iż w zakresie reform wypada on zdecydowanie lepiej niż Kijów. Pod wpływem rosyjskich nacisków Mołdawia rozważa jednak odsunięcie w czasie procesu implementacji III pakietu energetycznego. Ponadto trudna sytuacja w Naddniestrzu może z kolei stać się w przypadku dalszej intensyfikacji wzajemnych relacji Kiszyniowa z Brukselą zarzewiem kolejnego konfliktu.

Emocje wzbudza jak zwykle przypadek Białorusi. Nałożone na Mińsk sankcje coraz częściej poddawane są przez przywódców państw członkowskich w wątpliwość. Zwłaszcza kraje nadbałtyckie zainteresowane są zacieśnianiem relacji gospodarczych z reżimem Aleksandra Łukaszenki. Litwa najprawdopodobniej zdecyduje się na zawieszenie obowiązującego szefa białoruskiej dyplomacji, Uładzimira Makieja, zakazu wjazdu na terytorium kraju, umożliwiając mu udział w listopadowym szczycie. Zdaniem Justasa Paleckisa, litewskiego eurodeputowanego i autora kontrowersyjnego raportu dotyczącego Białorusi, Mińsk skłonny byłby nawet uwolnić więźniów politycznych w zamian za ustępstwa ze strony Unii Europejskiej, jednak ta prowadzi wobec niego politykę zbyt restrykcyjną. Mimo, iż nie został jeszcze poddany pod głosowanie, raport Paleckisa zdołał już podzielić zasiadających w Parlamencie Europejskim posłów, nie jest on bowiem zbieżny z politycznym stanowiskiem tej instytucji wobec Białorusi.

Niestabilne sąsiedztwo

Listopadowy szczyt Partnerstwa Wschodniego przyjęło się uważać w Brukseli za szansę na zwieńczenie trudnego i wyczerpującego procesu negocjacyjnego z częścią państw objętych inicjatywą. Ukraina, która w listopadzie po raz kolejny znajdzie się w centrum uwagi, rozpoczęła rozmowy dotyczące Umowy Stowarzyszeniowej jeszcze w roku 2008. Na parafowanie analogicznych porozumień liczą z kolei Mołdawia, Gruzja oraz Armenia. Ze względu na kryzys finansowy w strefie euro wyraźnie zmniejszyło się jednak zaangażowanie Brukseli na wschodzie. Zainteresowanie wschodnim sąsiedztwem spadło również w wyniku Arabskiej Wiosny. Unijna dyplomacja skupiona jest ponadto na negocjacjach dotyczących utworzenia strefy wolnego handlu ze Stanami Zjednoczonymi. Szczyt w Wilnie ma więc być dla przywódców państw członkowskich wyraźnym dowodem na to, że zbliżenie krajów nowej Europy Wschodniej z Unią Europejską wciąż stanowi realną perspektywę.

Takie, a nie inne spojrzenie na listopadowe spotkanie musi się jednak w ostatecznym rachunku okazać błędne. Szczyt w Wilnie nie będzie ani przełomem, ani zwieńczeniem dotychczasowej współpracy pomiędzy krajami Partnerstwa Wschodniego i Unią Europejską. Nie było zresztą absolutnie żadnych podstaw, aby kiedykolwiek prezentować takie stanowisko. Ewentualny sukces, jakim byłoby podpisanie Umowy Stowarzyszeniowej z Ukrainą, oznaczać będzie jedynie głos zdrowego rozsądku. Pomyślny finał III szczytu Partnerstwa Wschodniego nie tylko niczego nie kończy. Stanowi dopiero początek trudnego, ale niezwykle istotnego procesu normalizacji wschodniego sąsiedztwa UE. Procesu, który jak dotychczas okazał się być wielką klapą. W unijnej polityce wschodniej nie chodzi bowiem o charytatywną działalność na rzecz krajów byłego bloku radzieckiego. Celem polityki wobec wschodnich sąsiadów jest zapewnienie dobrobytu, bezpieczeństwa i stabilności całego obszaru Unii. Tak definiowana Europejska Polityka Sąsiedztwa pozwala dopiero na prawidłową analizę sytuacji państw położonych na wschodnich rubieżach UE w kontekście jej własnych celów i interesów.

Jak wskazuje tegoroczny Global Peace Index, świat stał się mniej bezpieczny. W porównaniu do roku 2008, poziom bezpieczeństwa spadł na całym globie o 5proc. Jednocześnie aż 110 na 162 kraje świata stało się miejscami bardziej niebezpiecznymi niż przed rokiem. Już pobieżna analiza wskaźników pozwala na wyciągnięcie daleko idących wniosków. Unia Europejska, począwszy od zainicjowania polityki sąsiedztwa w roku 2004, nie zdołała w sposób pozytywny wpłynąć na poziom stabilności, bezpieczeństwa i dobrobytu w krajach nowej Europy Wschodniej. Wprost przeciwnie. Ukraina stała się krajem najmniej bezpiecznym począwszy od 2008 roku, zajmując 111 pozycję w świecie i zostawiając „w tyle” chociażby Maroko oraz Tunezję, w których do niedawna rozgrywała się jeszcze Arabska Wiosna! Przejawiająca europejskie aspiracje Gruzja znalazła się w powyższym rankingu na miejscu 139, będąc krajem bardziej narażonym na niebezpieczeństwa aniżeli Iran i Turcja! Najbezpieczniejszy kraj regionu, Mołdawia, sklasyfikowany został dopiero na 75 pozycji, ustępując miejsca chociażby wszystkim krajom bałkańskim, włącznie z Kosowem, za wyjątkiem Macedonii.

Postrzeganie wschodniego wektora unijnej polityki zagranicznej nieodłącznie wiąże się więc z polityką bezpieczeństwa. Stabilność krajów Partnerstwa Wschodniego przekłada się bowiem na stabilność samej Unii Europejskiej. I odwrotnie. Potencjalne konflikty na obszarze państw objętych inicjatywą Partnerstwa Wschodniego zagrażają w sposób istotny bezpieczeństwu całej Unii. Intensyfikacja dwustronnej oraz wielostronnej współpracy pomiędzy Brukselą a krajami partnerskimi wpływa więc nie tylko na rozwój gospodarczy wszystkich zaangażowanych stron, ale pozwala również wpływać na sytuację wewnętrzną wschodnich sąsiadów, a co za tym idzie, dbać o własne interesy w sferze bezpieczeństwa. Przypadek Julii Tymoszenko stanowi jednak potwierdzenie, że unijne elity wciąż nie wyciągnęły wniosków z wydarzeń, jakie miały miejsce w krajach Afryki Północnej. Przedkładanie głosu miejscowych władz nad stanowisko społeczeństwa obywatelskiego doprowadziło tam w niedługim czasie to obalenia dotychczasowego porządku rzeczy. Zachwiało jednocześnie sytuacją wewnętrzną krajów Europy południowej. Uzależnienie własnej inicjatywy na polu bezpieczeństwa od sytuacji politycznej wschodnich sąsiadów to zaledwie jeden z przykładów ignorancji i krótkowzroczności elit politycznych UE.

Demokracja w walizce

Nie jest oczywiście prawdą, iż Unia Europejska zupełnie nie przykłada wagi do kwestii związanych z bezpieczeństwem Starego Kontynentu. Obecne stanowisko w sprawie krajów Partnerstwa Wschodniego jest jednak wypadkową sprzecznych interesów poszczególnych państw członkowskich UE. Część krajów zachodniej Europy wciąż jeszcze hołduje zasadzie Russia first. Intensywne kontakty z Federacją Rosyjską utrzymują zwłaszcza Niemcy i Brytyjczycy. Kraje Europy południowej z oczywistych przyczyn opowiadają się z kolei za zacieśnianiem współpracy z państwami Maghrebu. Francja, w opozycji do wymiaru wschodniego, systematycznie zabiega o rozwój wzajemnych relacji w ramach Unii dla Śródziemnomorza jako południowego wymiaru Europejskiej Polityki Sąsiedztwa. Zwolennikami intensyfikacji współpracy z krajami byłego ZSRR pozostają więc w głównej mierze nowe państwa członkowskie UE, które przystąpiły do niej w 2004 i 2007 roku.

Wydaje się, że wspólnym mianownikiem, łączącym wszystkie kraje UE w odniesieniu do państw Partnerstwa Wschodniego, miałaby szansę zostać agenda demokratyzacyjna. Demokratyczne państwo prawa, jako jeden z filarów zjednoczonej Europy, stanowi bowiem w opinii krajów członkowskich gwarancję stabilności i rozwoju. Proces demokratyzacji wschodniego sąsiedztwa UE może się jednak okazać co najmniej problematyczny. Napotyka on w dodatku na przeszkody natury czysto politycznej. Jak słusznie podkreśla Judy Dempsey z brukselskiego Carnegie Europe, niezbędnym elementem trwałego ustroju demokratycznego jest silna klasa średnia. W wyniku historycznego splotu wydarzeń została ona jednak w krajach Europy Środkowej i Wschodniej mniej lub bardziej skutecznie wyeliminowana. Co więcej, rozwój klasy średniej jest ściśle powiązany z poziomem wolności gospodarczej w danym kraju, który w przypadku państw Partnerstwa Wschodniego, poza Gruzją, do najwyższych z pewnością nie należy.

Demokracji, jak powszechnie uważa się w Europie Zachodniej, nie da się jednak zamknąć w walizce i zawieźć do Kijowa czy Mińska. Dlatego też działania Unii Europejskiej powinny koncentrować się przede wszystkim na skutecznym wsparciu społeczeństwa obywatelskiego w krajach wschodniego sąsiedztwa. Skomplikowane procedury ubiegania się o środki finansowe z unijnych funduszy oraz związana z nimi terminologia i biurokracja znacząco ograniczają zasięg oddziaływania soft power Brukseli. Z kolei reżim Schengen skutecznie utrudnia wzajemne kontakty ludzi ze świata nauki, kultury, biznesu, jak również turystów. Przykład Polski obrazuje jak wielkie znaczenie dla procesu pokojowej transformacji ma możliwość odbywania zagranicznych podroży i spotkań. Liberalizacja reżimów wizowych dla obywateli państw Partnerstwa Wschodniego stanowi więc okazję do eksportu europejskich wartości i standardów poza wschodnią granicę UE.

Aby skutecznie wspierać rozwój społeczeństwa obywatelskiego w państwach nowej Europy Wschodniej unijna machina potrzebuje odpowiednich instrumentów. Takim instrumentem jest właśnie umowa stowarzyszeniowa. Umowa, której znaczenie z powodów politycznych, leżących tylko i wyłącznie po stronie Unii Europejskiej, pozostaje jak na razie marginalne. Deklaracja praska, efekt I szczytu Partnerstwa Wschodniego, stwierdza, iż inicjatywa ma za zadanie przynieść obywatelom krajów partnerskich wymierne korzyści. Dlaczego więc dalsza integracja warunkowana jest postawą krajowych władz? Zbliżający się listopadowy szczyt Partnerstwa Wschodniego będzie dogodną okazją do refleksji na temat celów i narzędzi unijnej polityki sąsiedztwa. Ale nie tylko. Polityka wschodnia Polski i UE naprawdę ma znaczenie. Stawka bowiem ciągle wzrasta. A przed nami wszystkimi jeszcze długa droga.

 


Portal UniaEuropejska.org jest platformą swobodnej wymiany opinii dziennikarzy oraz czytelników. Poglądy wyrażone w  komentarzach i felietonach są poglądami ich autorów. Osoby mające odrębne zdanie na temat poruszanej problematyki zachęcamy do rzetelnej polemiki na łamach portalu.